sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 5. 'Pier­wsze wes­tchnienie miłości to os­tatnie wes­tchnienie rozumu. '

Nie sądziłam, że Claudia aż tak bardzo ucieszy się na wieść o imprezie. Biegała z góry na dół w poszukiwaniu odpowiedniej kreacji. W końcu czterdzieści pięć minut na przygotowanie to dla kobiety naprawdę niewiele. Na szczęście, coś mnie tknęło i podczas pakowania włożyłam do walizki nową, niebieską sukienkę, w której pozowałam teraz przed lustrem. Leżała niemal idealnie, więc nie miałam zamiaru tracić czasu na jakieś drobne, nieistotne poprawki. W przeciwieństwie do Clau, na której twarzy mieściła się tona tapety, użyłam jedynie tuszu do rzęs i przeciągnęłam usta błyszczykiem. Zadowolona z efektu, zeszłam do salonu. Gregor stał oparty o ścianę, co jakiś czas podrzucając kluczykami do auta.
- Ślicznie wyglądasz - jego kąciki ust uniosły się ku górze.
- Dziękuję - zarumieniłam się  i odwzajemniłam uśmiech - Chyba nie posiedzimy długo, bo jutro trening, prawda?
- Przyjadę po was, o której będziecie chciały. 
- Ale jak to?!
W tej chwili straciłam ochotę na jakiekolwiek wyjście. Rodzeństwo Schlierenzauerów było jedynymi osobami, które w miarę zdążyłam poznać. Nie wyobrażałam sobie imprezy w gronie nieznajomych facetów i nieobliczalnej przyjaciółki, która w każdej chwili mogła wpaść na jakiś szalony pomysł. Przez chwilę się spieraliśmy, ale w końcu przekonałam go argumentem, że Thomas zaprosił całą kadrę i nieładnie byłoby tak po prostu to zignorować. Skrzywił się na dźwięk imienia wspomnianego skoczka, ale przyznał mi rację. Chyba nie chciał, żebym dowiedziała się o ich konflikcie, choć na to było już stanowczo za późno. Wkrótce dołączyła do nas Claudia.
- A mi już nie powiesz, że ładnie wyglądam? - rzuciła z pretensją w głosie.
- Powiedziałbym... Gdybyśmy wybierali się do cyrku. Zdecydowanie przesadziłaś z czerwoną szminką - stwierdził tonem eksperta. 
- Nienawidzę cię - naburmuszona ubrała płaszcz i trzasnęła wyjściowymi drzwiami.
Chyba nie przewidziała, że samochód był zamknięty. Kochany braciszek nie zamierzał jej uświadamiać i z chęcią jeszcze jakiś czas delektowałby się widokiem trzęsącej się z zimna blondynki, której duma nie pozwalała na powrót do domu. Jednak przypomniał sobie, że pod nieobecność rodziców jest za nią odpowiedzialny. Marny byłby los skoczka, gdyby przez jego lekkomyślność, dziewczyna wylądowała z gorączką w łóżku. 
~*~
Kiedy zaparkowaliśmy pod posiadłością Morgensterna, Schlieri ponownie próbował się wykręcić.  W tej chwili każdy powód był dobry - byleby tylko z powrotem wrócić do domu. Zupełnie przypadkiem, nagle zaczęła boleć go głowa i słabiej się poczuł. Aktorstwo nie było mocną stroną blondyna i jeśli miał nadzieję, że nas nabierze, niestety się przeliczył. 
Prawie siłą wyciągnęłyśmy Gregora z samochodu i znalazłyśmy się przed drzwiami domu Morgiego. Nacisnęłam na dzwonek, a po usłyszeniu znajomego głosu mimowolnie się uśmiechnęłam. Gospodarz wpuścił nas do środka i poprowadził do salonu, gdzie przy stole siedziała już większość skoczków. Wręczyłam solenizantowi prezent opakowany w ozdobny papier i złożyłam życzenia. Wszyscy obecni wybuchli śmiechem, ponieważ, żeby pocałować go w policzek, musiałam stanąć na palcach. Na pozór nic szczególnego, a jednak bliskość tego mężczyzny była czymś szczególnym, przyprawiała o szybsze bicie serca. 
- Dziękuję, że przyszłaś - szepnął na ucho, czym wywołał u mnie dreszcz. 
Jak zwykle, w odpowiednim momencie musiałam spłonąć tym pieprzonym rumieńcem. Zuważył to chłopak z tunelami, którego zabrakło na dzisiejszym treningu. Przynajmniej tak mi się wydawało, a raczej nie mógł mi umknąć. 
- Ouu, Morgenstern. Najpierw ta twoja Kristina, później nasza była fizjoterapeutka, a teraz pani psycholog. No ładnie... 
Wystarczyło jedno piorunujące spojrzenie, by szatyn zamilkł i ponownie zajął się konsumpcją winogron. Było bardzo wesoło, chyba nawet Gregorowi udało się zaaklimatyzować i żartował na równi z innymi. Inna sprawa, że najprawdopodobniej efektem tego był drink zmieszany przez Fettnera. Później ktoś wpadł na pomysł, żeby odpalić odtwarzacz i bujaliśmy się w rytmie dynamicznej muzyki. Podeszłam do stołu i sięgnęłam po butelkę Pepsi, by zaspokoić pragnienie. Nie sądziłam, że obiekt westchnień mojej przyjaciółki, może okazać się takim idiotą. Hayboeck, bo o kim innym mogłaby być mowa, sięgnął po dzbanek pełen wody i wpadł na iście genialny przynajmniej według niego plan. Chciał obudził kolegę przysypiającego na krześle, ale chyba nie wziął pod uwagę faktu, że stałam tuż za nim. Bez namysłu, chlusnął cieczą prosto na sukienkę, którą miałam na sobie pierwszy raz. Spanikowany sięgnął po papierowe ręczniki i przymierzał się do plamy, która znajdowała się mniej więcej w okolicach biustu: 
- Rączki przy sobie! - wrzasnęłam, a speszony Michael odsunął się na bezpieczną odległość, jakby w obawie, że mogę użyć siły. 
- Przepraszam, naprawdę przepraszam... - jąkał się, a ja wolałam unikać wzroku Clau, która z pewnością kipiała już z zazdrości. 
Widząc rozbawienie na twarzach skoczków, sama dostrzegłam komizm sytuacji. Roześmiałam się, a 22-latek odetchnął z ulgą i szybko zniknął z mojego pola widzenia. 
- Może coś dla ciebie znajdę - uśmiechnął się Morgi.
- Daj spokój, zaraz wyschnie. 
- Przecież to żaden problem. 
Kiedy szliśmy tak obok siebie nie obyło się bez przeciągłych 'uuu' wydawanych przez mniej trzeźwą część towarzystwa i komentarzy typu 'Tylko grzecznie mi tam.' Thomas był chyba jedyną osobą w gronie, która wypiła jedynie symboliczną lampkę szapmana. Teraz, od dłuższego czasu buszował w szufladzie, by znaleźć coś mogącego zastąpić przemoczoną sukienkę. 
- Ehh, jeśli chodzi o damską część garderoby, chyba niczego tu nie znajdę. Ale mam to - podał mi czarną, koszulkę z napisem 'Thomas Morgenstern'. Z tyłu znajdowało się jego własne logo. 
- Dzięki, teraz tylko pokaż mi łazienkę. 
Wskazał odpowiednie drzwi, po czym zniknął w drugim pokoju, z którego dobiegał płacz dziecka. Byłam pewna, że to Kristina zajmuje się Lily, ale nie zamierzałam mieszać się w ich wspólne sprawy. Łazienka była świetnie urządzona, podobnie jak reszta mieszkania, więc musiałam przyznać, że miał gust. Czarny T-shirt był trochę przydługawy, ale przynajmniej do połowy przysłonił uda, na których miałam jedynie cienkie rajstopy. Przyglądnęłam się w lustrze i sarkastycznie stwierdziłam, że strój idealnie nadaje się na imprezę. 
~*~
Morgi nie wracał przez dłuższy czas, ale w pół przytomni goście nie zwracali na to najmniejszej uwagi. No może oprócz Gregora, ale w żadnym stopniu nie przeszkadzała mu absencja solenizanta. Claudia zniknęła gdzieś z Hayboeckiem, więc pozostał mi jedynie taniec z jej starszym bratem. Na pewno skoczkiem był zdecydowanie lepszym niż tancerzem. Może większy procent alkoholu we krwi wpłynąłby na sztywniactwo chłopaka, ale stwierdził, że zamierza o własnym siłach wrócić do domu. Ba, twierdził nawet, że po tym jednym drinku może spokojnie zabrać się samochodem.  Kofler chwiejnym krokiem ruszył w kierunku schodów. Chciał sprawdzić, czemu jego przyjaciel tak długo nie schodzi. Wyręczyłam go, bo w takim stanie wycieczka w górę i z powrotem mogła skończyć się upadkiem. Delikatnie zapukałam w drzwi, za którymi wcześniej zniknął Thomas. Trzymał na rękach córeczkę, lekko kołysząc. 
- Zejdź do nich, zanim spalą ci chatę. Zostanę z małą. 
- Ee, no nie wiem... 
- Daj spokój. Myślisz, że nigdy nie zajmowałam się dziećmi sąsiadów? 
- Nie chodzi o to. Przyszłaś tu dobrze się bawić, a nie siedzieć z Lily. 
- Przyszłam dla ciebie - powiedziałam wiele nie myśląc. Musiałam jak najszybciej odwrócić jego uwagę od wcześniej wypowiedzianych słów - Leć już do nich. 
Jeszcze chwilę się wahał, ale w końcu dał się przekonać. Uwielbiałam małe dzieci i jak twierdziło wielu moich znajomych, z wzajemnością. Gdy mała zasnęła, położyłam ją na łóżku i usadowiłam się obok niej. Wystarczyła tylko chwila i przeniosłam się do Krainy Morfeusza. 

__________________________________________
Kompletnie nie podoba mi się ten rozdział, ale na nic lepszego nie było mnie stać :/
Hdhkdhhgjdsjg, nareszcie Igrzyska *.*
Dziękuję za ilość komentarzy pod poprzednią notką, jesteście wspaniałe! <3
Mogę tylko zdradzić, że mam pomysł na kolejne opowiadanie - słońce, plaża i Austriaccy skoczkowie. W przeciągu miesiąca powinien powstać nowy blog.
I oczywiście nie znaczy to, że zaniedbam tą historię.
Pozdrawiam! :*
Czytasz? = Komentuj

niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 4. 'Jeśli chce się być szczęśli­wym, nie wol­no gme­rać w pamięci.'

Gregor poszedł do domku trenerów, by odebrać przygotowane dla mnie ubrania ze sponsorskim logiem. Stwierdził, że nie ma sensu, żebym marzła i pokazał drogę do szatni. Przez chwilę stawiałam opory. Nie chciałam sama poruszać się po obiekcie,zwłaszcza, że nigdy wcześniej nie przebywałam na terenie tej skoczni. Obiecał, że postara się jak najszybciej załatwić sprawę, więc pozostało mi tylko skierować się do wyznaczonego miejsca. Kiedy stałam pod budynkiem, a mojego towarzysza wciąż nie było, niechętnie nacisnęłam na klamkę. Fala ciepłego powietrza zachęciła do wejścia. Bez problemu znalazłam drzwi z napisem 'szatnia'. Z nadzieją, że przyjechaliśmy jako pierwsi i nikogo w niej nie zastanę, weszłam do środka. Przeliczyłam się. Wewnątrz był tylko Thomas, półnagi Thomas. Pomieszczenie wypełniło się silnym zapachem męskich perfum. Właśnie siłował się z czymś w rodzaju bielizny termicznej, na którą powinien założyć kombinezon. Śledziłam poczynania Morgensterna, co chyba nie było adekwatnym zachowaniem. Szybko się zrehabilitowałam: 
- Przepraszam. Nie wiedziałam, że... 
Gdy materiał nakrył w końcu wyrzeźbione ciało skoczka, podniósł wzrok i znów ujrzałam ten cudowny uśmiech. 
- Daj spokój. Usiądź koło kaloryfera,przez to zimne powietrze, twoje policzki kolorem przypominają truskawki. 
Rozpięłam kurtkę i usiadłam na niskiej ławeczce obok szafki z numerkiem 9, która łudząco przypominała te szkolne. Była tylko o wiele większa. Zaczęłam odczuwać skutki nieprzespanej nocy, więc oparłam się o ścianę i przymknęłam powieki: 
- Chcesz? - Morgi wyciągnął z torby puszkę red-bulla. 
Kulturalnie podziękowałam i upiłam spory łyk napoju. Miałam nadzieję, że przynajmniej w małym stopniu orzeźwi mój umysł. Pomiędzy nami panowała krępująca cisza, co jakiś czas przerywana stukotem butów narciarskich. Wstydziłam się odezwać i dochodziłam do wniosku, że rumiane policzki wcale nie były skutkiem przebywania na mrozie. Po kilku minutach, dołączyli do nas Loitzl, Kofler, Hayboeck, Kraft, a za nimi wczołgał się Schlierenzauer zawalony stosem kadrowych ubrań. Skoczkowie wywarli na mnie bardzo dobrze wrażenie. Każdy przedstawił się, przybił piątkę i zapewnił, że nasza współpraca na pewno będzie owocna. Mogłam się domyślić, że przebieranie w moim towarzystwie będzie trochę niekomfortowe, więc oznajmiłam, że pójdę omówić parę spraw z trenerem. Pech chciał, że akurat w tym samym momencie, Morgenstern podniósł z podłogi narty i również był gotowy do wyjścia. Myślałam, że znów się nie odezwie i trasę pokonamy w milczeniu. Ledwo poruszałam się po oblodzonej powierzchni, a w pewnej chwili straciłam równowagę. Zachwiałam się i już wiedziałam, że czeka mnie twarde lądowanie na tyłku. Jednak to żółto-czarne Fischery, a nie ja runęły na ziemię. Gdy niepewnie otworzyłam oczy, znajdowałam się w ramionach uśmiechniętego Austriaka. 
 - Eee, wybacz... - znów musiałam przepraszać. 
Głupia, niemyśląca idiotka. Chyba wolałam jednak ucierpieć niż teraz płonąć ze wstydu. Podczas, gdy wymyślałam kolejne obelgi i wyzwiska, Morgi wybuchł gromkim śmiechem: 
- W sumie to takie ładne dziewczyny zawsze mogą na mnie lecieć. 
- Bardzo zabawne... 
Nie chciałam dłużej go obciążać, więc z małą pomocą znów stanęłam na własne nogi. Przy okazji przeklęłam buty, przez które znów omal się nie wywróciłam wywołując kolejny uśmiech na twarzy Thomasa. No tak, jedyny plus całej sytuacji. 
- To kiedy się do mnie wprowadzasz? 
Jako pojedyncze zdanie wyrwane z kontekstu brzmiało dosyć dziwne. 
- Szczerze mówiąc, to sama nie wiem. Claudia mówiła, że prawdopodobnie po Turnieju Czterech Skoczni. 
- Pokój już czeka. Może miałabyś ochote wpaść dzisiaj wieczorem? Robie małą imprezę z okazji imienin. 
-Musiałabym to przemyśleć. Ale...
- Nie ma żadnego ale. Powiedz Clau, że Michael też będzie i na pewno pójdzie z tobą dla towarzystwa. 
Rzeczywiście miałam ochotę tam pójść. Zastanawiałam się tylko, dlaczego nie wspomniał o Gregorze. Rozumiałam, że za sobą nie przepadają, ale aż tak? Wkrótce musieliśmy się rozdzielić. Blondyn poszedł w kierunku windy, więc udałam się na gniazdo trenerskie, gdzie Pointner dyskutował o czymś z Diessem. 
 - Witamy nową panią psycholog - uścisnęliśmy sobie dłonie - Widzę, że zdążyłaś poznać nasz największy problem. 
- Nie za bardzo rozumiem o co chodzi... - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. 
- Raczej o kogo. Thomas Morgenstern. Od upadku nie potrafi przełamać bariery psychicznej, zresztą sama za chwilę zobaczysz. 
 Gdy usiadł na belce, zacisnęłam kciuki, choć był to tylko trening. Dwa razy uderzył dłońmi w uda i odepchnął się od belki. Na progu wszystko wyglądało bardzo dobrze. Ba, przez głowę przemknęła mi nawet myśl, że Alexander po prostu za nim nie przepada i czepia się o najdrobniejsze szczegóły. Jednak to, co wydarzyło się później rozwiało moje wątpliwości. Morgi zdecydowanie skrócił skok, a później wylądował w rozpaczliwym stylu. Trener pokiwał tylko głową i zapisał coś w swoim granatowym notesie. 
 - Najgorsze jest to, że nie rozumiem dlaczego on to robi... - powiedział z rezygnacją - spróbujesz mu pomóc? 
- Oczywiście, że tak, ale skoro pracował z wykwalifikowanymi specjalistami, wątpie, że cokolwiek wskóram. 
- Czasami nie liczą się nawet te wszystkie tytuły przed nazwiskiem tylko podejście. Porozmawiasz z nim jutro?
Przytaknęłam, choć wiedziałam, że będzie to jedna z najdłuższych i najtrudniejszych rozmów w całym moim życiu. Zwłaszcza, że przy tym facecie serce biło mi tysiąc razy mocniej. Ogólnie rzecz biorąc, z większości skoków Pointer był zadowolony, co stanowiło dobry prognostyk przed Turniejem Czterech Skoczni. Odwołano drugą serię treningową z powodu co raz silniejszych podmuchów wiatru. 
Po zakończeniu ćwiczeń, udałam się wraz z członkami sztabu, by podpisać jakieś dokumenty, dzięki którym będę mogła jeździć na konkursy Pucharu Świata. Kiedy w końcu uporałam się ze stosem papierków, mogłam w spokoju dołączyć do Schlieriego, który czekał w samochodzie już od dobrych dwudziestu minut. Gdy podzieliłam się z nim swoimi planami na wieczór, nie pałał zbytnim zachwytem. Ba, gdyby tylko mógł, z pewnością nie puściłby mnie na imprezę Morgiego. Przez całą drogę słuchaliśmy muzyki. Minęło już piętnaście minut, a Gregor jechał dosyć szybko, więc na horyzoncie już dawno powinien pojawić się dom Schlierenzauerów. Zamiast miejskiego zgiełku, ze wszystkich stron otaczał nas krajobraz zaśnieżonych pól:
- Jesteśmy na miejscu - zaparkował auto przy jakiejś leśnej drużce i wyciągnął ze schowka aparat.
- Ale jak to?!
 - Zapraszam na sesję - uśmiechnięty blondyn szperał w ustawieniach lustrzanki i chyba czekał na moją reakcję - No nie mów, że jest ci zimno. 
- Przecież jestem gotowa - zdjęłam kurtkę i również oparłam się o karoserię samochodu. Pogoda w miarę dopisywała. Może ujemna temperatura i mróz szczypiący w policzki były trochę dokuczliwe, ale słońce chyba nie miało zamiaru chować się za chmurami. Po jakimś czasie znaleźliśmy idealne miejsce. Nie musiał długo mnie namawiać. Chętnie pozowałam na tle zaśnieżonych Alp. Byłam w swoim żywiole, a Gregor wymyślał co raz to kolejne pozy. Może nawet przez chwilkę pożałowałam, że nigdy na poważnie nie myślałam o modelingu. Przed obiektywem skoczka czułam się tak swobodnie jak nigdy wcześniej. Nie przeszkadzał mi nawet chłodny wiatr, choć miałam na sobie jedynie cienki sweterek. Najlepsze w tym wszystkim było to, że ani przez moment nie myślałam o Freitagu. Podobno szczęśliwi czasu nie liczą, a tak właśnie było w naszym przypadku. Był środek zimy, więc już pół godziny przed szesnastą zaczęło się ściemniać. 
- Modelka byłaby z ciebie idealna - stwierdził, gdy z powrotem wsiadaliśmy do auta. 
- Bez przesady. Praca z tak utalentowanym fotografem to sama przyjemność - zaczęłam się śmiać. 
Nagle z kieszeni wypadła mi komórka i wylądowała między dwoma siedzeniami. Schyliliśmy się w tym samym momencie, a nasze twarze znalazły się w niebezpiecznej odległości. Oo, ouu... Czerwone światło. Brązowe oczy były zdecydowanie zbyt blisko, w pewnym momencie słyszałam jego nierówny oddech. Na szczęście, w odpowiednim momencie sięgnęłam po telefon, na którego wyświetlaczu pojawiła się godzina.
- Mam! - wykrzyknęłam - Musimy się spieszyć, bo nie zdążę na imieniny Thomasa.  
~*~
Witajcie! :) 
Komentarzy z każdym nowym rozdziałem jest co raz mniej :/
Jeśli spodziewałyście się czegoś lepszego, to pozostaje mi tylko przeprosić ;_;
Zazdroszczę tym, którzy zaczynają ferie, bo ja już jutro idę do szkoły :<
Jedyny plus, że w tym tygodniu zaczynają się Igrzyska.
Pozdrawiam! <3
Czytasz? = Komentuj :)

sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 3. 'Zo­baczyłam uśmiech, za­kochałam się w całokształcie.'

Nie zaglądając przez wizjer, otworzyłam drzwi. Po drugiej stronie progu stał wysoki blondyn, mniej więcej w wieku Schlierenzauera. Nie wydawało mi się, że może być od niego starszy aż o cztery lata. Był zaskoczony moją osobą, ale uśmiech nie schodził mu z twarzy. Nieziemski uśmiech. Zwrócił w moim kierunku dłoń z dość obszernym plikiem kartek: 
- Mogłabyś przekazać to Gregorowi? 
- Nie ma problemu. Wejdziesz? Możesz sam z nim pogadać. 
-Jakoś nie mam ochoty-skrzywił się - Do zobaczenia na jutrzejszym treningu.
Czyli wiedział kim jestem i po co przyjechałam. Mimo, że samochód skoczka opuścił podjazd jakiś czas temu, wciąż stałam w przedpokoju i tępo wpatrywałam się w przeciwległą ścianę. On był po prostu...
- Przystojny, prawda? - cwany wyraz twarzy Claudii świadczył, że doskonale wiedziała co się święci.
 - Jeszcze pytasz... 
- Tylko szkoda, że dziesięć lat starszy. Zazdroszczę, że będziesz mieszkać z takim ciachem. 
Słowa blondynki jeszcze bardziej wytrąciły mnie z równowagi. Przez dalszą część wieczoru, nie mogłam skupić się na filmie, a na myśl o Thomasie, serce zaczynało bić w zawrotnym tępie. Owszem, nie można go nie znać, bo sukcesy, które odniósł były naprawdę imponujące. Jednak dopiero teraz, wywarł na mnie tak głębokie wrażenie. Nie mogłam doczekać się treningu, ponieważ chciałam jak najszybciej znów go zobaczyć. Komedia okazała się totalną klapą. Jedynie Schlieri co jakiś czas wybuchał wymuszonym śmiechem, żebyśmy nie mogły wmówić mu, że film jest nudny. Blondyn poddał się przed północą i stwierdził, że takiej tandety już dawno nie oglądał. 
- Ja też chcę jechać jutro na trening - Clau tupnęła nogą niczym obrażona pięciolatka. 
- Nie, bo nie potrafisz się zachować. 
- No przecież nie jestem już dzieckiem. Jakoś Nicki zabierasz. 
- Nicole z pewnością nie będzie lepiła się do Hayboecka i kibicowała jak psycholka przy jego każdym skoku treningowym. 
- Przegiąłeś, idioto. 
Zarumieniona i zbulwersowana pobiegła schodami na górę. Doskonale wiedziałam jak bardzo zależy jej na Michaelu, a on po prostu ją ignoruje, nie okazując żadnego zainteresowania. Pod jej nieobecność, graliśmy na playstation. Nie schodziła od godziny, co świadczyło tylko o tym, że śmiertelnie się obraziła. Rozegraliśmy siedem konkursów Pucharu Świata, ale mój przeciwnik okazał się bezkonkurencyjny. Wygrywał każdy konkurs i to ze znaczną przewagą. Nawet, gdy jego zawodnik upadł przy lądowaniu i uzyskał fatalne noty za styl, był lepszy ode mnie. Dobrze, że nie potrafił czytać w myślach, bo w mojej głowie aż kotłowało się od nadmiaru obelg.  Ciągłe przegrywanie powoli stawało się nudne, więc koło pierwszej rozeszliśmy się do swoich lokum. Przyjaciółka siedziała na łóżku wyraźnie zamyślona. Mój głos sprowadził ją na ziemię: 
- Nad czym tak dumasz? 
-Właśnie stwierdziłm, że ty i Morgi od niedawna jesteście singlami - rzuciła niby od niechcenia. 
- No i co w związku z tym? 
- Mnie nie oszukasz, złotko. Widać, że ci się spodobał. 
- Jasne, a 10 lat różnicy i to, że ma dziecko zupełnie nic nie znaczy.
 - Coś wymyślimy... 

Dochodziła czwarta, a ja wciąż przewracałam się z jednego boku na drugi w celu znalezienia dogodnej pozycji. Claudia spała już od godziny, pochrapując od czasu do czasu. Było mi okropnie gorąco, nawet wtedy, gdy gruba kołdra wylądowała na podłodze. Uchyliłam okno, by zaczerpnąć świeżego powietrza, a mroźny wiatr wywołał gęsią skórkę na moim ciele. Kiedy wystarczająco się ochłodziłam, wróciłam do łóżka i podjęłam ponowną próbę zaśnięcia.
~*~
Promienie słońca bezczelnie wdarły się do pomieszczenia i zmusiły mnie do opuszczenia Krainy Morfeusza. Zegarek stojący na szafce nocnej wskazywał 7:15, więc spałam zaledwie trzy godziny. Po cichu opuściłam pokój i udałam się w kierunku łazienki, by orzeźwić się prysznicem. Drzwi były uchylone, więc bez pukania weszłam do środka. Ku mojemu zaskoczeniu, przed lustrem stał Gregor szczotkujący zęby i robiący głupkowate miny. 
- Dzióbek i +10 do męskości? - zachodziłam się od śmiechu. 
- Ładnie tak kogoś podglądać? - głupawka była chyba zaraźliwa, bo wkrótce sam zaczął się śmiać. 
- Ehh, mogłam zrobić zdjęcia. Gazety nieźle by mi zapłaciły. 
- O ty... 
Biegłam jak najszybciej potrafiłam, szukając jakiegoś schronienia. Jednak nie mogłam równać się ze sportowcem, który powoli mnie doganiał. Skręciłam do sypialni, którą dzieliłam z Clau i rzuciłam się na łóżko, zdając się na litość Gregora. Chyba się przeliczyłam, bo już po chwili skoczek wykorzystał mój słaby punkt - łaskotki. 
 - Zostaw moją przyjaciółkę, zboczeńcu! - upadł powalony poduszką.
Szczerze mówiąc, sama nie zauważyłam, że Claudia już nie śpi. Trudno się dziwić, w końcu piszczałam jak nienormalna.
Schlierenzauer zszedł na dół, by zrobić śniadanie, a my miałyśmy chwilę dla siebie. O czym rozmawiałyśmy? To chyba logiczne. Wszystko obracało się wokół skoczków, o których przyjaciółka wiele mi opowiedziała. Morgi przyjaźnił się kiedyś z Gregorem i bywał w ich domu częstym gościem. Młodszy piął się co raz wyżej, a Morgenstern nieuchronnie tracił pozycję lidera kadry. Ich stosunki były co raz to chłodniejsze. Z czasem przestali nawet wzajemnie gratulować sobie podczas konkursów. Kiedy oboje zaczęli prezentować w miarę równą formę, a Austriacy stali się dominującą nacją, podjęli próbę naprawienia swoich relacji. Gdyby nie jeden incydent, przyjaźniliby się zapewne do tej pory. Mistrzostwa świata w Libercu. Morgenstern prowadził po pierszej serii ze znaczną przewagą. Schlieri był drugi, a uczucie zazdrości przysłoniło mu inne wartości. Bez zastanowienia poluzował więzadła w nartach kolegi, a ten upadł przy lądowaniu tracąc szansę na złoty medal. Żałował, sumienie nie dawało mu spać. Za radą Claudii, odwiedził kumpla i o wszystkim mu powiedział. Liczył na zrozumienie, ale wtedy w oczach Thomasa był już nikim. W kadrze znów zapanowała okropna atmosfera. Dotychczasowi przyjaciele mijali się szerokim łukiem, nawet w hotelu spali w pokojach znacznie od siebie oddalonych. Stali się największymi wrogami, rywalizującymi ze sobą w każdym momencie. 
Mój brzuch dawał o sobie znać, więc głos blondyna dochodzący z kuchni okazał się zbawiennym. Na stole znajdowało się tyle produktów, jakby śniadanie było przygotowane dla co najmniej dziesięcioosobowej rodziny. Gregor, jak na dżentelmena przystało, odsunął moje krzesło do tyłu. Claudia mruknęła coś pod nosem i zabrała się za konsumpcję jajecznicy. Nałożyłam na talerz małą ilość sałatki, ponieważ nie miałam w zwyczaju jedzenia obfitych śniadań. Po posiłku zmyłam część naczyń i wróciłam na górę, by przygotować się do wyjazdu. Na zewnątrz panowała ujemna temperatura, więc ubrałam się na tak zwaną cebulkę. Schlierenzauer spakował do bagażnika torbę i kombinezon, więc byliśmy w sumie gotowi. Przez większość drogi opowiadał mi o drużynie, wychwalając ją pod każdym względem. Stwierdził, że na pewno szybko się zaaklimatyzuję. Kiedy dotarliśmy na miejsce, poczułam nieprzyjemne ukłucie w żołądku. Stresowałam się jak nigdy wcześniej.

 ~*~
Dawno tak przyjemnie mi się nie pisało :) 
To chyba konferencja prasowa Morgiego, z której nic nie zrozumiałam mnie zmotywowała. Jak miło znów zobaczyć Go uśmiechniętego. :D
Ogólnie to jestem happy, bo niedawno przyszedł mi jego autograf *.* 
Nowy najprawdopodobniej w następny weekend. 
Pozdrawiam <3 

niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 2. 'Koniec zawsze jest początkiem czegoś nowego.'

Chyba pierwszy raz zaczęłam mieć wątpliwości, czy na pewno dobrze postąpiłam. Kiedy usłyszałam dźwięk przekręcanego kluczyka, głośno wciągnęłam powietrze i przesunęłam się w tył, by osoba po drugiej stronie mogła swobodnie otworzyć drzwi. Po chwili wyrosła przede mną postać chłopaka, którego doskonale znałam z telewizji. Czekałam na coś więcej niż głupie 'cześć' wypowiedziane na powitanie. Zamiast tego, staliśmy w milczeniu, lustrując się spojrzeniami:
- Wpuścisz mnie ? - zapytałam najmilej jak tylko potrafiłam i wysiliłam się na przesłodzony uśmiech. 
- Jasne... - tym razem to jego kąciki ust delikatnie uniosły się ku górze.
Miałam zamiar podnieść z ziemi walizki, gdy nagle znikąd do przedpokoju wparowała wysoka blondyna. Odepchnęła brata i zacisnęła ręce na mojej szyi, uniemożliwiając dopływ powietrza:
- Nareszcie jesteś ! - wykrzyknęła rozentuzjazmowana - przez ostatnią godzinę nie mogłam wysiedzieć na miejscu.
To naprawdę miłe, gdy wiesz, że bliska osoba czerpie największą przyjemność z przebywania w twoim towarzystwie. Zdjęłam kozaki i z pomocą Claudii przywiesiłam kurtkę na wieszaku. Nie odczuwałam żadnego dyskomfortu z powodu przebywania w jednym pomieszczeniu z tak utytułowanym skoczkiem,jakim był Gregor. Wspomniany nadal stał przy wejściu przyglądając się zaistniałej sytuacji. Być może był zdziwiony, że nie rzuciłam się na niego z piskiem jak większość fanek. Ba, nie poprosiłam nawet o autograf. Oglądając zawody zbytnio nie przyglądałam się zagranicznym zawodnikom. Chyba dlatego, że zawsze czekałam na skok Richarda i właśnie jemu poświęcałam najwięcej uwagi. Gdy zdołałam lepiej przyjrzeć się Schlierenzauerowi, stwierdziłam, że jest bardzo przystojny. Przystojniejszy od Freitaga, ale nie pociągał mnie tak jak jakiś czas temu Niemiec.
- Może byś się w końcu ruszył i zabrał te bagaże ? - rzuciła z wyrzutem w kierunku Bogu ducha winnego chłopaka. 
 - A tak, przepraszam - wyrwany z rozmyślań, zrobił to, co wcześniej zaleciła mu młodsza siostra.
Przyjaciółka  stwierdziła, że najpierw oprowadzi mnie po całym domu. Z zachwytem oglądałam trofea Schlieriego zdobyte podczas różnej rangi zawodów. Były niepowtarzalne, każde kryło tajemnicę sukcesu. 
- Długo jeszcze zamierzasz tracić czas na te nudne puchary i medale? Lepiej chodźmy do twojego tymczasowego pokoju.
- Tymczasowego ? Czyli później ma się coś zmienić? - zapytałam zaniepokojona. 
- Trochę się pokomplikowało. Ciotce ze Stanów zebrało się na odwiedziny i chce przyjechać z całą rodziną. Ale spokojna głowa, zamieszkasz u starszego kolegi  Gregora i z nim będziesz jeździć na treningi.
- Cooo ?!
Byłam przekonana, że każdą wolną chwilę uda mi się spędzić z Claudią. Buzowała we mnie złość, smutek i rozżalenie jednocześnie. Nie chciałam nikomu utrudniać życia. Zwłaszcza jakiemuś starszemu facetowi, który pewnie ma już żonę i gromadkę dzieci. Jednak po niedługiej chwili, w mojej głowie narodziła się kolejna myśl. Przecież jeśli skacze, nie może być taki stary... Na szczęście miałam zamieszkać z Austriakiem, a nie Japończykiem,a z tego co się orientowałam, w tej kadrze nie było weteranów z tak długim stażem, jak choćby Noriaki Kasai. 
- Mogę ci tylko powiedzieć, że jest o wiele przystojniejszy i sympatyczniejszy od mojego kochanego braciszka - obie wybuchnęłyśmy śmiechem,a po wcześniejszym spięciu nie pozostało ani śladu.
Wnętrze lokum, które miałam dzielić wraz z blondynką było urządzone w nowoczesnym stylu i przypadło mi do gustu. Fioletową tapetę zdobiła austriacka flaga, na której dostrzegłam podpisy skoczków narciarskich, a na przeciwległej ścianie porozwieszano najróżniejsze fotografie oprawione w antyramy. 
Nie byłam zdziwiona absencją Schlierenzauerów seniorów. Pani Angelika poinformowała mnie smsem,że sprawy nieco się pokomplikowały i z mężem wrócą do domu dopiero pojutrze. Zmęczenie podróżą dało o sobie znać. Rzuciłam się na miękkie łóżko i przymknęłam powieki. 
- Ejejej, cała noc przed nami ! - 17-latka skoczyła na  moje posłanie, tym samym przerywając błogą chwilę, którą chciałam się nacieszyć. 
- Czyli mam rozumieć, że dziś się nie wyśpię ?
- Może dam ci jakieś dwie godzinki, ale najpierw musisz mi wszystko opowiedzieć. Wstanie rano na trening, będzie już twoim problemem - uśmiechnęła się łobuzersko. 
Zasypała mnie tysiącem pytań. Odpowiedzi na niektóre były jasne i proste, ale zdarzały się i takie, których raczej wolałam uniknąć. Na szczęście później zeszła na luźniejsze tematy. Porównywałyśmy skoczków pod względem wyglądu, wybierałyśmy najlepszą dziesiątkę. Claudia była chyba wrogo nastawiona do swojego braciszka, nie chciała nawet słyszeć o umieszczeniu go na wyższych miejscach. Momentalnie ucichłyśmy, gdy wewnątrz pomieszczenia rozległo się pukanie do drzwi:
- O wilku mowa... - szepnęła ze złością - Czego chcesz ?
- Spaliłem kurczaka, więc pozostało mi tylko zamówić pizze. No i wypożyczyłem filmy na wieczór.
- Ohh, jakiś ty wspaniałomyślny - ironizowała. 
- Przykładne rodzeństwo - skwitowałam, na co dziewczyna zareagowała śmiechem. Pocałowała Gregora w policzek i zniknęła na schodach. Zostaliśmy sami w pokoju. Po raz setny przyglądałam się fotografiom wiszącym nad łóżkiem. Miały w sobie coś... Magicznego ? Doskonale oddawały piękno Alp, na których tle pozowała Clau. 
- Cudowne... 
- Naprawdę ci się podobają ? - zapytał, a w jego oczach dostrzegłam błysk.
- No pewnie. Sama chętnie pozowałabym przed obiektywem tak utalentowanego fotografa.
- Tak, więc zapraszam na zdjęcia.
Zrobiło mi się naprawdę głupio. Nawet nie myślałam, że na pozór prosty sportowiec może kryć w sobie duszę artysty.W milczeniu zeszliśmy do kuchni.
Zjedliśmy kolację, a później wedle planu usadowiliśmy się przed telewizorem. Obserwowałam kłótnię współlokatorów, zastanawiając się, jakie obelgi usłyszę jeszcze dzisiejszego wieczoru. Po piętnastu minutach ostrej wymiany zdań, wybór padł na komedię, której tytuł nigdy wcześniej nie obił mi się o uszy.  Schlieri odpalił odtwarzacz dvd, a na ekranie kina domowego pojawiły się pierwsze napisy. Jak na razie oboje milczeli, więc odetchnęłam z ulgą. Zdecydowanie za wcześnie. Dźwięk dzwonka był zwiastunem kolejnej waśni między rodzeństwem:
- Idź otworzyć - skupiony na projekcji Schlierenzauer nie miał zamiaru ruszać się z miejsca, a siostra zignorowała jego polecenie - Głucha jesteś ?!
- Tak - odpowiedziała lakonicznie - Skoro jesteś taki mądry, sam otwórz. 
- No to gość sobie postoi... - podsumował 
Pokiwałam głową z dezaprobatą i ruszyłam w kierunku przedpokoju.

~*~ 
Ehh, dzisiejsze zawody to totalna paranoja :/
Rozdział planowałam dodać w zeszłym tygodniu, ale upadek Morgiego pokrzyżował mi plany. Mam nadzieję, że Thomas wróci na Igrzyska :<  
Nareszcie ferie! Przez ostatni tydzień nie miałam czasu na odwiedzenie waszych blogów, ale dziś postaram się wszystko nadrobić.
Pozdrawiam ! 
Czytasz? = Komentuj :)  

czwartek, 2 stycznia 2014

Rozdział 1. 'Im bliżej mnie jes­teś, tym trud­niej jest mi się z tobą rozstać.'

Krzątałam się po pokoju, zaglądając w każdy zakamarek. Chciałam upewnić się, czy wszystkie rzeczy, które zamierzałam ze sobą zabrać znajdują się w walizce. Szafa niemal świeciła pustkami. Jedynie na dolnej półce mieściły się dawno zapomniane, przetarte jeansy.  Kiedy zegar wybił ósmą, zaklęłam w duchu. Złapałam za uchwyt podręcznej walizki i zbiegłam schodami w dół. Tata dopijał kawę, a jego małżonka zmywała naczynia po śniadaniu:
- Gotowa ? - zapytał, po czym odstawił porcelanową filiżankę do zlewu.
Pokiwałam twierdząco, ponieważ naleśnik, który przed chwilą znalazł się w moich ustach, uniemożliwił mowę. Nienawidziłam pożegnań, najchętniej bez słowa opuściłabym dom. Jednak wedle własnego sumienia, stwierdziłam, że nie powinnam narażać rodzicielki na zawał serca i przetrwać tych kilka chwil. Tuż przed wyjściem, założyłam puchową kurtkę i z jej pomocą, owinęłam się długim szalikiem.
- Uważaj na siebie, będziemy codziennie dzwonić. Nie wiem, czy zdołam tyle bez ciebie wytrzymać - narzekała tak, jakbyśmy miały rozstać się na co najmniej kilka lat. 
- Przecież za tydzień zawody w Niemczech, na pewno się zobaczymy - zapewniłam, by choć na chwilę ją uspokoić.Przecież sama nie byłam pewna, czy w ogóle mnie na nie zabiorą.
Ucałowałam matkę na pożegnanie i zacisnęłam dłoń na klamce. Na zewnątrz panowała ujemna temperatura, a drzewa i krzewy pochylone z powodu nadmiaru śniegu, cudownie się iskrzyły. Żal było opuszczać to piękne miejsce. Mogłam jedynie mieć nadzieję, że krajobraz Austrii spodoba mi się jeszcze bardziej. Wetknęłam słuchawki w uszy, gdyż nie liczyłam na okazanie chęci rozmowy ze strony ojca. Pewnie myślami był już w swoim biurze, w którym czekał na niego stos papierkowej roboty. Kiedy dotarliśmy na miejsce, palnął kazanie na temat dobrego wychowania. Wciąż traktował mnie jak małolatę, której trzeba o wszystkim przypominać i wszystko dokładnie tłumaczyć.
-  Wyślij sms'a od razu jak wylądujesz.
Ojej, tatuś po tylu latach zaczął się martwić... 
- Oczywiście - cmoknęłam go w policzek, po czym opuściłam samochód. 
- Będę tęsknił - rzucił przez uchylone okno i zostawił mnie samą z ogromnymi bagażami. 
Doskonale wiedziałam, jak będzie to wyglądało. Chyba raczej poczuł ulgę i radość, że w końcu zdoła odpocząć od codziennego podwożenia do szkoły, na treningi oraz hałasu, który ciągle przepełniał mój pokój. Byłam pewna,że to już koniec pożegnań. Do momentu, kiedy usłyszałam za sobą znajomy głos. Biegł w moim kierunku, a wiatr targał jego kruczoczarnymi włosami w niemal każdą stronę. 
- Zaczekaj... -wysapał zmęczony. 
- O co chodzi ?  - przerwałam grobową ciszę, która panowała od dobrych kilkunastu sekund. 
- Chciałbym jeszcze raz cię przeprosić, głupio wyszło. 
- To nasza wspólna wina. Uczucie powoli zaczynało zagasać, a żadne z nas nie zrobiło czegokolwiek, by temu zapobiec. 
- Zagasać ? - był lekko zdziwiony słowem, którego przed chwilą użyłam. Jednak po chwili nerwowo przytaknął - Masz rację. Mimo wszystko wiedz, że zawsze będziesz dla mnie ważna. Powodzenia w Austrii.
Właśnie dlatego nienawidziłam pożegnań. Nie wytrzymałam. Uwiesiłam ręce na szyi chłopaka i wtuliłam się w jego ramiona jak za starych, dobrych czasów. Zagryzałam wargę, by opanować łzy, które napływały mi do oczu. Choć miłość już dawno się ulotniła, już teraz zaczynałam za nim tęsknić. Jeszcze niedawno miałam masę pretensji, a teraz ? Po głębszych przemyśleniach stwierdzam, że po prostu nie byliśmy sobie pisani. Wydaje mi się, że nawet, gdyby Schuster nie maczał palców w naszym związku, prędzej czy później dotarlibyśmy do nieuchronnego końca.Na pewno nie żałowałam lat spędzonych w towarzystwie Freitaga i nie miałam mu za złe, że jego wybór padł na karierę. 
- Na mnie już pora - zerknęłam na srebrny zegarek zdobiący dłoń skoczka. 
 - Trzymaj się... 
Tuż przy wejściu, po raz ostatni obejrzałam się do tyłu. Stał dokładnie w tym samym miejscu. Pomachałam na pożegnanie i przekroczyłam przeźroczyste drzwi. Mawiają, że koniec jest początkiem czegoś nowego... Może i tak miało stać się w moim przypadku ? Bez problemu przebrnęłam przez kontrolę bagaży i pokierowana przez kontrolera, dostałam się do odpowiedniego samolotu. 
Lot minął zaskakująco szybko, bez żadnych komplikacji. Nie chciałam sprawiać problemu, więc zapewniłam, że sama załatwię sobie dojazd do Fulpmes. W oczekiwaniu na taksówkę, wysłałam smsy do najbliższych. Wyobrażałam sobie ulgę, która malowała się na twarzy mamy tuż po odczytaniu wiadomości. Kiedy samochód zjawił się, wręczyłam taksówkarzowi kartkę z podanym telefonicznie adresem. Popatrzył z niedowierzaniem, chyba nie zdarzało mu się zbyt często parkować pod posiadłością jakiegokolwiek skoczka narciarskiego. 
Podziękowałam za podwózkę oraz zapłaciłam odpowiednią sumę pieniędzy. Facet długo nie opuszczał podjazdu. Chyba chciał się upewnić, czy na pewno będę gościem Schlierenzauerów. Niepewnie zapukałam w dębowe drzwi. 

~*~ 
Długość niezbyt imponująca, ale jest to dopiero coś w rodzaju wprowadzenia :)
Chciałabym życzyć wam, aby ten Nowy Rok okazał się lepszy niż poprzedni, dużo szczęścia, zdrowia, miłości, a przede wszystkim spełnienia marzeń. No i, żeby wena was nigdy nie opuszczała ;*
 Dziękuję za tyle wyświetleń i komentarzy, nawet nie wiecie jak to motywuje. 
Do następnego ! <3





niedziela, 29 grudnia 2013

Prolog.

 #Thomas Morgenstern, Lieserbrücke, 17:00 
Po raz tysięczny spojrzałem na skocznię, która kiedyś była moim drugim domem. Azylem pozwalającym na odstresowanie, dawanie upustu negatywnym emocjom. Działała lepiej niż szczera rozmowa z przyjacielem, kieliszek dobrej wódki, w której mógłbym zatopić wszelkie smutki. Dawała poczucie szczęścia, nawet w najbardziej beznadziejnej sytuacji. Tak wiele się zmieniło... Jeden upadek, kilkanaście sekund. Marzenia o olimpijskim złocie oddalają się wraz z kolejnymi treningami. Tak bardzo chcę, ale po prostu nie mogę. Narty nie niosą już jak dawniej, nie pozwalają odlecieć. Wina wcale nie leży w sprzęcie, psychika jest chyba największym problemem. Boję się, że znów popełnię błąd na progu. Znów uderzę głową o rozbieg i zostanę pochłonięty przez wszechogarniającą ciemność. Na zawody jeżdżą zawodnicy, których nazwiska nigdy wcześniej nie obiły mi się o uszy. 'Wielki Thomas Morgenstern spoczął na laurach?', 'To koniec mistrza?' - tytuły gazet sprawiały, że wpadałem w jeszcze większy dołek. Wielu znajomych odwróciło się, Kristina również odeszła. W najgorszym momencie stwierdziła, że musimy od siebie odpocząć. Mógłbym już dawno skończyć ze skokami, odizolować się od społeczeństwa i zaszyć się w jakimś ciemnym zaułku. Jednak jest ktoś, dla kogo muszę żyć. Lily. Największą radość sprawia jej oglądanie filmików z najdłuższymi skokami, które udało mi się do tej pory osiągnąć. Oddaję się wspomnieniom, a ona śmieje się za każdym razem, gdy unoszę dłonie w geście triumfu. Muszę walczyć... Tak, by mogła obejrzeć ich jak najwięcej.

#Nicole Müller, Oberstdorf, 21:00 
Po dopięciu ostatniej walizki, runęłam na ogromne łóżko. Narastające zmęczenie powoli opanowywało mój organizm. Ostatkiem sił zepchnęłam z szafki nocnej oprawione w drewnianą ramkę zdjęcie. Nie chciałam zabierać go ze sobą, tak samo jak wielu innych fotografii zdobiących przeciwległą ścianę. Wszystkie przedstawiały nas. Mnie i Richarda, bo 'nas' to chyba nieodpowiednie słowo jak na chwilę obecną. Od dzieciństwa byliśmy nierozłączni, a przyjaźń z czasem przerodziła się w miłość. Dla niego najwyraźniej nie miało to żadnej wartości, jeśli tak po prostu wszystko przekreślił. Może to i dobrze ? Nasz związek przeciekał rutyną, brakowało spontaniczności. Strata osoby, która była ci bliska przez tyle lat, na pewno boli, ale nie mam zamiaru płakać przez jakiegokolwiek mężczyznę. Nigdy. Możliwość wyjazdu spadła jak grom z jasnego nieba. Po za granicami kraju, na spokojnie wszystko przemyślę, zacznę od nowa. Jedyne, czego się obawiam to praca w kadrze narodowej skoczków. Boję się, że nie znajdę z nimi wspólnego języka, będą postrzegać mnie jako małolatę. Sięgnęłam po telefon, który przed chwilą wibrował. Nadawcą wiadomości okazała się Claudia. 
"Nie możemy doczekać się twojego przyjazdu. Szczególnie Gregor, który bardzo chce cię poznać. Zaszły małe zmiany, ale o tym dowiesz się jutro. Dobranoc :*"
Ową blondynę poznałam kilka lat temu podczas międzynarodowego projektu, w którym uczestniczyła nasza szkoła. Zaprzyjaźniłyśmy się i do tej pory utrzymujemy ze sobą kontakt. Słowem "zmiany" wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Nie chciałam martwić się na zapas, więc przymknęłam powieki i odpłynęłam do Krainy Morfeusza.

 #Richard Freitag,Oberstdorf, 1:00 
Wraz ze znakiem od trenera, odepchnąłem się od belki startowej. Sądząc po zapełnionych trybunach, zawody miały wysoką rangę. Z dołu dochodziły donośne okrzyki i fragment jakiejś nieznanej mi piosenki. Niemal bezbłędnie wyszedłem z progu, a długi lot zwieńczyłem idealnym telemarkiem. 'The olimpic champion is Richard Freitag.' - dopiero spiker uświadomił mi, że jestem mistrzem olimpijskim. Odpiąłem narty i uniosłem je ku górze w geście triumfu. I wtedy wszystko przestało mieć znaczenie. Wrzaski kibiców jakby ucichły, zniknął tłum, przede mną stała tylko ona. Podbiegła i uwiesiła się na mojej szyi, zasypując gratulacjami. Miałem zamiar złożenia pocałunku na ustach Nicki, kiedy nagle poczułem jak ktoś z całej siły odciąga ją w swoją stronę. Leżała na śniegu, trzymając się za nadgarstek, którego ból był efektem wypadku. Pomiędzy nami stanął niski mężczyzna w żółtej kurtce przeznaczonej dla niemieckiego teamu: 
- Trener Shuster ?! - nie mogłem opanować zdziwienia. 
- To koniec, Richie. Ona nie może się z tobą spotykać. 
- Ale jak to ?! 
Patrzyłem z bezradnością, jak moi kadrowi koledzy, ciągną szatynkę w stronę przepaści, która pojawiła się tuż obok skoczni. Werner z resztą sztabu nie pozwolili mi na jakikolwiek ruch. Była już na krawędzi. Wystarczył jeden ruch Freunda... 
- Nieeeeee ! - krzyk chyba postawił na nogi całą rodzinę. Chyba wolałbym bezsenną noc niż te cholerne koszmary. Dopiero dziś się rozstaliśmy, a ona już śni mi się po nocach. No cóż, nic na to nie poradzę. Trener zakazał jakichkolwiek romansów, a jego słowa są święte. Odwróciłem się na drugi bok z nadzieją, że obudzę się dopiero rano.

 #Gregor Schlierenzauer, Fulpmes 4:00 
To miał być mój dzień. Wszystko było zaplanowane, dopięte na ostatni guzik. Musiałem oddać dwa równe skoki odległością zbliżone do tych treningowych. Po pierwszej serii nie byłem z siebie zadowolony. Ten pajac Morgenstern prowadził trzema punktami. Wiedziałem, że jest w dobrej formie, że w tej chwili nikt nie zdoła wytrącić go z równowagi. A może jednak ? Wpadłem na dosyć podły, ale chyba jedyny mogący cokolwiek zmienić pomysł. W tłumie dostrzegłem dziewczynę, której szukałem. Nie zdołałem nawet dokładnie się jej przyjrzeć, ale po prostu czułem, że ona w danej chwili jest najważniejsza dla Thomasa. Zadbałem, by obecny lider znalazł się w dogodnym miejscu do obserwowania zaistniałej sytuacji. Podszedłem do niej i jakby nigdy nic, pocałowałem. Próbowała uwolnić się z uścisku, zaczynała panikować. W nagrodę, na moim policzku odcisnęła dłoń. Zadowolony podszedłem do Morgensterna: 
- Ty chamie... - wycedził przez zaciśnięte zęby. 
- Stary, to nie pierwszy raz. Wiesz ile razy widziałem ją w objęciach obcych facetów ? 
Najwyraźniej powiedziałem to wiarygodnym tonem, bo Morgi znalazł się w totalnej rozsypce. Był podenerwowany i totalnie rozkojarzony - chyba się udało. Po drugim skoku wypadł po za pierwszą piątkę. No cóż, Mistrz jest tylko jeden... 
Obudziłem się z myślą o olimpijskim złocie, które ostatnio co raz częściej pojawiało się w moich snach. Przegładziłem dłonią poduszkę leżącą obok, na której znajdowały się najważniejsze medale. 
- Tatuś jest z wami - zapewniłem - Dobranoc.

~*~
Jak nastroje po pierwszym konkursie TCS ?
Liczyłam na zwycięstwo Kamila, podium Morgensterna i bardziej udane starty Polaków. Miejmy nadzieję, że następnym razem będzie lepiej.
Prolog marny, ale chyba najtrudniej jest zacząć :/
 Czytasz ? = Komentuj
Udanego Sylwestra ! Rozdział postaram się dodać w środę i wtedy złożę noworoczne życzenia. A i chciałabym podziękować Kumiko za wskazówki odnośnie czcionki ;*